Afera łupkowa – jak nas robią w konia

Z sześć lat temu, kiedy Waszyngton ogłosił duży projekt rozwoju gazu łupkowego, mało kto za wschodnią granicą się przejął tematem ogłaszając go oczywiście nieopłacalnym ze względu na wysokie koszty wydobycia i kolosalne szkody środowiska.

Ale po kilku latach Ameryka wyszła na pierwsze miejsce pod względem wydobycia gazu, a dziś grozi dalszą ekspansją i rozpoczęciem eksportu od 2015 r. Wujek Sam też nie spoczywa na laurach, zapowiada kolejny cios – rozpoczyna promocję technologii do wydobywania gazu łupkowego w Europie obiecując prawie osiągnięcie autonomii energetycznej od Rosji (przecież nasza energetyczna niezależność to cel numer jeden UE). Rzeczywiście, gaz łupkowy (oraz ropa) występuje prawie wszędzie i do tego w ogromnych ilościach (prawdopodobnie około 80-90% węglowodorów na ziemi), po prostu kiedyś były uznawane za nieosiągalne i nie były brane pod uwagę. Zwycięstwo łupkowej rewolucji w Ameryce nie można nie zauważyć, więc jedynie co bracia Rosjanie mogą dziś powiedzieć, to wyrazić pewien sceptycyzm, mówiąc, że gaz łupkowy to dobra rzecz, ale jest mało prawdopodobne, aby Europejczycy byli gotowi za tanie paliwo sprzedać swój dom i sprowadzić go do poziomu śmietnika ekologicznego.

Bezspornie, koszty środowiskowe produkcji gazu łupkowego po prostu są ogromne, technologia jest bardzo „brudna”. Cały proces sprowadza się do tego, że do odwiertu pompowany jest pod wysokim ciśnieniem „koktajl” z niebezpiecznymi substancjami chemicznymi, który za pomocą kulek wysadza warstwę nośną wewnątrz przez co gaz robi się bardziej „mobilny”, zapewniając tym potężny napływ go do odwiertu. Technika ta nazywana jest szczelinowanie hydrauliczne, bez czego wydobycie węglowodorów z łupków nie jest możliwe. Niebezpieczne substancje chemiczne nie pozostają w warstwie. Częściowo wydostają się wraz z gazem, a częściowo wydostają się do warstw wodonośnych, zatruwając glebę, wody gruntowe i atmosferę. Konsekwencje są ogromne – bydło i ryby umierają niemal natychmiast, ludzie stają się inwalidami nieco później, powietrzne zaczyna „śmierdzieć”, a woda… się „pali”. Pali się oczywiście nie sama woda, tylko wydobywający się z niej gaz, ale nadal wygląda to dość apokaliptycznie. Amerykańscy ekolodzy nakręcili film, gdzie są szokujące momenty: człowiek mieszkający koło odwiertów odkręca kurek, podnosi zapaloną zapałkę i otrzymuje niewielki znicz. Oczywiście pić taką wodę będą tylko samobójcy.

W Stanach Zjednoczonych problem rozwiązano dość skutecznie, lobby naftowe po prostu zakazało ekologom monitorowania miejsc wydobycia gazu łupkowego (odpowiednie regulacje prawne w 2005 roku pchnął wiceprezydent Richard Bruce „Dick” Cheney, który do polityki trafił z krzesełka prezesa zarządu korporacji Halliburton, która, pewnie to zbieg okoliczności, rozwinęła technologię szczelinowania).

To, że kapitał dla zysku zdecyduje się wpędzić nas wszystkich w problemy z ekologią to mam nadzieję, nie trzeba wcale tłumaczyć. Ale idee należy porzucić nie dlatego, że jest to nie ekologiczne, a dlatego, że jest to po prostu zwykła piramida finansowa, tylko na taką samą skalę jaką zafundowali nam z globalnym ociepleniem debile z Al Gorem na czele (45 wiceprezydent Stanów Zjednoczonych).

Wyjaśniam schemat łupkowej piramidy na prostym przykładzie, który zrozumie nawet najlepszy „ekspert ekonomii”. Weźmy na przykład taki Chevron. Koncert otrzymuje licencje na wydobycie N – go miejsca i w tym celu zakłada spółkę córkę „Słup SA”. Po tym do pracy się zabierają dobrze opłacani PRowscy, którzy tworzą w mediach prawdziwą psychozę, ustami „ekspertów” i „naukowców” opisując fantastyczne perspektywy rewolucji łupkowej. Gdy psychoza ludków i propaganda osiąga swój szczyt, „Słup SA” wprowadza swoje akcje na giełdę. W pierwszej godzinie handlu ceny akcji o wartości nominalnej 10 groszy wznoszą się do 100 dolarów. Po sprzedaży 10 000 000 akcji naiwniakom (w giełdowym żargonie ci debile są zwani „Inwestorami”), korporacja dostaje miliard dolarów.

Otrzymane fundusze szybko są kierowane na wiercenie, szczelinowanie hydrauliczne, wydobyty gaz idzie po cenach rynkowych do konsumenta końcowego. Spółka w ciągu roku powiedzmy osiąga zysk w wysokości 100 mln USD. Załóżmy, że nawet uczciwie płaci niebotyczne dywidendy w wysokości 20% rocznie, czyli 2 centy na każdą 10 centową akcję. To pochłonie 500 000 dolarów. Pozostałe 99,5 miliona dolarów pozostaje do dyspozycji spółki. Bateryjki niczym się nie przejmują, przecież wierzą w istnienie „giełdowych inwestycji”, a więc planują zarobić nie na dywidendach, lecz poprzez różnice w notowaniach giełdowych.

Eforia trwa pięć lat. W tym czasie „Słup SA” uzyskuje ​​zysk w wysokości 500 milionów USD, bateryjki otrzymują 2 500 000 dolarów dywidendy (niektórzy nawet zarabiają krocie kosztem nowych bateryjek poprzez spekulację akcjami). Ale na tym impreza życia dochodzi do swojego końca gdyż wydobycie gazu staje się nieopłacalne. Projekt się zamyka, cena akcji „Słup SA” spada do nominalnej wartości 10 centów. Emitent może nawet wykupić je po wyznaczonej cenie, wydając 1 milion dolarów, aby nie było żadnych oszukanych inwestorów. Spółka zostaje zlikwidowana.

Co mamy w efekcie końcowym:

1 . Stratny projekt warty miliard dolarów i uzyskany zysk operacyjny 500 mln dolarów.

2 . Zrujnowane marzenia bateryjki o szybkim i łatwym zarobku.

3 . Chevron Corporation, która zainwestowała trochę pieniędzy na PR łupkowego „szczęścia” i ostatecznie otrzymała 500 000 000 dolarów minus 2 500 000 dolarów dywidendy minus milion dolarów na wykup udziałów od „inwestorów” (podatki i pochodne koszty, dla uproszczenia brać pod uwagę nie będziemy) .

4 . Zamordowana ekologia w miejscu „eksperymentów”, możliwe wymagająca budowy oczyszczalni wód i chore społeczeństwo.

5 . Niedobór podaży energii na rynku krajowym, który zrezygnował z obecnego źródła i przestawił się na gaz łupkowy, a tym samym wzrost cen (kto na tym zyska nie trzeba mam nadzieje tłumaczyć).

Tu nie mogę się nie zgodzić z tępym ekonomistą: wuj Chevron Corporation nie jest idiotą, można go nawet nazwać geniuszem, ponieważ poprzez genialnie prostą kombinację udało mu się zarobić niezłą kasę na z założenia nierentownym projekcie poprzez wyruchanie frajerów. Udowodnienie Chevronowi oczywistego oszustwa faktycznie nie jest możliwe. Czy korporacja wprowadzała celowo opinię publiczną w błąd poprzez dziesięciokrotne zawyżanie szacunków rezerw? Nie, to ci sami renomowani geolodzy, ale przecież nikt z nich nie dawał żadnych gwarancji tylko szacował na podstawie metod opartych na naukowych teoriach. Cóż, przepowiednie się nie ziściły i co teraz? Synoptycy każdego dnia się mylą i nic, nikt ich nie ciąga po sądach. A oszacowanie przez geologów złóż surowca to zadanie znacznie trudniejsze, ponieważ opierają się one na subiektywnych danych uzyskanych podczas wierceń poszukiwawczych.

Być może można udowodnić zmowę pomiędzy Chevronem a ekspertami gospodarczymi, którzy masowo śpiewali odę ku przepięknej łupkowej przyszłości Ameryki? Cóż, przecież oni się opierali na ocenie renomowanych geologów i agencji rządowych USA, które przewidywały wzrost gospodarczy, a więc i wzrost zapotrzebowania na energię, a tym samym fantastyczny zwrot inwestycji z projektów łupkowych. Warto przy okazji zwrócić uwagę na ważny punkt: propaganda gazu łupkowego odbywa się nie tylko na poziomie korporacyjnym, lecz również na szczeblu państwowym, czyli korporacje z branży energetycznej wraz z Białym Domem prezentują jednolity front. Jest to bardzo logiczne, ponieważ cała polityczna śmietanka w Stanach Zjednoczonych – to emisariusze korporacji, a ton na Kapitolu ostatnich dziesięcioleci wyznacza lobby energetyczne, które jest ściśle związane z „jastrzębiami”(lobbystami przemysłu militarnego) i zgrupowaniem popleczników potworów finansowych.

Pralnia pieniędzy „Słup SA” w ogóle pozostaje krystalicznie czysta. Emitent całkowicie szczerze oszacował wartość swoich akcji – 10 centów za sztukę, i uczciwie płacił fantastyczną dywidendę 20% w skali roku przez całe pięć lat swojego istnienia. I nie patrząc na to, że przez ten czas korporacja całkowicie zwróciła poprzez wypłacanie dywidendy wartość nominalną akcji, to przed swoją likwidacją szczerze skupiła od „inwestorów” swoje papiery za godziwie ustaloną za nie cenę. To, że bateryjki skupywały akcje po cenie rynkowej w wysokości 100 dolarów, co ma z tym wspólnego emitent? Rynek przeszacował akcję i do tego rynku i miejcie pretensje.

Ale czemu korporacje mają likwidować swój intratny interes robienia bateryjek w balona tylko dlatego, że w Stanach Zjednoczonych nie ma już czego wydobywać? Przecież schemat został dopracowany do perfekcji, zdobyto bogate doświadczenie, zakupiono sprzęt, wyszkolono specjalistów, nie zamortyzowano całej floty jeszcze – przecież to wszystko nie wyrzucać na złom? 2 mln Amerykanów przecież nie wyrzuci się z dnia na dzień na ulicę, pier**nie bardziej niż kryzys z 2008 roku i co najważniejsze – debile na całym świecie są nadal pod wpływem łupkowego „sukcesu”.

Dlatego za wcześnie jeszcze Chevronowi zbywać swój projekt „Słup”, trzeba wprowadzić go na salony międzynarodowe, bo przecież wciąż istnieje jeszcze dziewicza, nie wyruchana stara dobra Europa. W związku z tym rząd USA niepohamowanie i grubo molestuje swoich europejskich „partnerów”, zmuszając nas do umożliwienia amerykańskim firmom uszczęśliwienia nas tanim gazem łupkowym. Jeśli to się uda, ceny rynkowe akcji Słup SA wystrzelą do niebotycznych 300 dolarów za akcje, w związku z tym można będzie powtórzyć aferę gazową w Europie jak i przedłużyć żywotność projektu łupkowego w Stanach Zjednoczonych poprzez rozpoczęcie prac w mniej rentownych miejscach (za wszystkie straty uprzednio zapłacili „Inwestorzy”)

Oczywiście, przymusić wydobycie łupków mającym obsesję na punkcie „zielonej” energii Niemców czy nawet biedną Hiszpanię się nie da, stąd promotorzy jedynie poprawnej demokracji nasiedli na ​​kraje drugiej kategorii z rządami marionetkowymi lub wypełnionymi prostytutkami – karłów Bałtyckich, Polski, Bułgarii i tym podobnym w stylu Ukrainy. W Polsce projekt właściwie jest zamrożony, przy czym inicjatywa jak i z wizytacją żołnierzy amerykańskich „należy” do polskiej strony, która zdaje sobie sprawę, że główne dywidendy dostaną partnerzy z USA a my, Polacy dostaniemy problemy ze środowiskiem.

Na razie Amerykanie otrzymali efekt odwrotny od zamierzonego. Wydobycie gazu łupkowego w Bułgarii niesie za sobą śmierć gospodarki rolnej, więc deputowani Zgromadzenia Narodowego w styczniu 2012 roku zakazali Amerykanom nawet prowadzić poszukiwania. Kilka dni później do Sofii z nieplanowaną wizytą przyleciała Hillary Clinton. Aby zdrajcy amerykańskiej geopolityki energetycznej poczuli powagę, zabrała ze sobą ciężką artylerię w obliczu specjalnego wysłannika w kwestiach energetycznych Richarda Morningstara.

Wizyta Hillary Clinton była również wsparta nękaniem w bardzo niedyplomatyczny sposób przez ambasadora USA Jamesa Warlicka. Zarówno przed jak i po pamiętnej decyzji bułgarskiego parlamentu Warlick wielokrotnie pojawiał się w telewizji, twierdząc, jaką głupotą by była rezygnacja z lukratywnych ofert, które mogą zaspokoić potrzeby kraju przez dziesięciolecia.

Protekcjonalny sposób bycia ambasadora Bułgarom nie przepadł do gustu. Czy warto wspominać, że wizyta Hillary Clinton zakończyła się niepowodzeniem.

Naciski na Bułgarów można również wytłumaczyć i tym, że wzięli udział w projekcie „South Stream”, który daje im dostęp do rury na korzystnych warunkach.

Kraje bałtyckie na początku lat 90. zostały oficjalnie uznane za strefę interesów USA w Europie, rządzeni przez prezydentów z obywatelstwami w przeciwieństwie do Bułgarii nie mogły zdecydowanie się sprzeciwić lobbystom z Waszyngtonu. Ale i do zaakceptowania samobójczego eksperymentu się nie spieszą. Początkowo dało się naginać Litwinów, gdzie litewski minister energetyki Arvydas Sekmokas z polecenia Hillary Clinton zaoferował Chevronowi rozpoczęcie poszukiwań i produkcję gazu łupkowego. Jednak ku przerażeniu gości zagranicznych zbuntowały się litewskie bateryjki. Więc i tu zaliczono porażkę. My fanatycznie wierzący w politykę proamerykańską początkowo z entuzjazmem rozpoczęliśmy wiercenie odwiertów poszukiwawczych, lecz w końcu projekt został odłożony na półkę. Istnieje wersja, że „demokratycznie” wybrana władza nie dogadała się w kwestii podziału zysków. A może po prostu zdaliśmy sobie sprawę, że nas spróbowano cynicznie wyruchać, ale hałasu robić nie mogliśmy.

W Europie Zachodniej perspektyw łupkowi oszuści nie mają żadnych. Wielka Brytania w 2012 roku zawiesiła stosowanie szczelinowania hydraulicznego po tym jak się okazało, że to doprowadziło do trzęsień ziemi w West Sussex. We Francji, Hiszpanii i Włoszech technologia szczelinowania zabroniona jest przez prawo lub na poziomie decyzji rządowych. W Niemczech sprawa się sprowadzi do tego samego. W zeszłym roku Parlament Europejski próbował zakazać szczelinowania hydraulicznego w całej UE, ale ustawa została odrzucona ze względu na mocne naciski naftowo gazowego lobby. Jednak w 2013 r. na stosowania tej technologii zostały nałożone poważne ograniczenia.

W sumie, jeśli nie uda się odsunąć upadku oszustwa kosztem Ukraińców lub którejś z republik bananowych w Europie, amerykańska bańka gazu łupkowego wkrótce pęknie.

Advertisements

2 thoughts on “Afera łupkowa – jak nas robią w konia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s