Operacja antyterrorystyczna – Kto zamówił sobie Ukrainę? – część 4

To jest kontynuacja serii – Początek serii. Czy operacja antyterrorystyczna jest możliwa na terenie Ukrainy chociażby na wzór tej sprzed lat w Czeczenii? Zobaczmy.

Więc jaka jest różnica między Czeczeńskim a Donieckim (lub mówiąc szerzej – południowym wschodem Ukrainy) separatyzmem? Zasadnicza różnica: na Ukrainie w tej chwili trwa wojna domowa, a dwie wojny czeczeńskie były faktycznie wojnami między państwami, nawet jeśli jedno z nich nie zostało uznane przez drugie. Drugą wojnę czeczeńską można nazwać domową, ale domową ona była dla samych Czeczenów, gdzie różne klany walczyli ze sobą – jedni postawili na bandytów, inni wspierali federalnych.

Krótko przypomnę historię. W 1990 r. , Wyższa Rada Czeczeńsko-Inguskiej ASRR przyjęła Deklarację Niepodległości, w ramach ZSRR. W czerwcu 1991 r.Krajowy Zjazd Czeczenów (o Inguszach jakoś zapomniano), na czele z gen. Dudajewem ogłasza przejęcie władzy i Rada zostaje z niczym. Dwuwładza trwa do sierpnia, kiedy Rada Najwyższa wsparła Pucz Janajewa i została przez Dudajewa, wspieranego z kolei przez Jelcyna,  „rozwiązana”. Narodowy Kongres Czeczenów ogłasza się jako jedyna władza i ogłasza niepodległość Czeczenii. W rzeczywistości, już od września 1991 r. Moskwa w ogóle nie kontroluje Czeczenii. Jeżeli zdziwił cię fakt poparcia przez Jelcyna Dudajewa, to nic nowego, nasza propaganda takich szczegółów nigdy nie przekazywała, ale to oddzielny temat na inną okazje. Inguszetia, która została „wypięta” , pozostała w ramach RFSRR. W październiku Czeczeni na prezydenta wybierają Dudajewa. W całej Czeczenii ma miejsce operacja po przejęciu magazynów i baz wojskowych. Pierwszą partię broni oddział separatystów (terrorystów, jak ich można by nazwać patrząc na obecne tytuły gazet) zdobył po zbrojnym przejęciu budynku KGB.

09 listopada 1991 została przeprowadzona pierwsza akcja „antyterrorystyczna” w celu przejęcia władzy w Czeczenii, kiedy koło Groznego ląduje wojskowy samolot transportowy ZSRR (wtedy jeszcze związku radzieckiego) z grupą radzieckich żołnierzy, którzy natychmiast zostali zablokowani przez bojowników kontrolowanych przez Dudajewa. W rezultacie Moskwa faktycznie się poddała, oddziały byłej armii radzieckiej w czerwcu 1992 zostały wycofane z terytorium republiki. Uzbrojenie i broń na rozkaz ministra obrony Graczowa, towarzysza Jelcyna, pozostały do dyspozycji Dudajewa.

Czeczeni w dość specyficzny sposób potraktowali swoją niepodległość, tworząc enklawę kryminalną. Przejazd pociągów przez terytorium separatystów wstrzymano z jednego powodu – tylko w trakcie 8 miesięcy 1994 popełniono 120 zbrojnych napadów, zrabowano 1156 wagonów osobowych i 527 kontenerów. Potężne grupy mafijne działające na terytorium Rosji wybudowały w Czeczenii swoje zaplecza. Kwitł handel niewolnikami. Klany mafijne porywały konkurentów dla okupu. Jedyne terytorium gdzie po rozpadzie ZSRR dokonywano ludobójstwa rosyjskiej ludności – to Czeczenia. W stolicy Czeczenii 210 tysięcy z całych 370 tys mieszkańców były narodowości rosyjskiej. Dziś jest ich około 7000. Komentarze są zbędne. Czeczeni między sobą także niemal nieustannie prowadzili działania wojenne, opozycja, która dostawała uzbrojenia od Moskwy próbowała obalić Dudajewa, lecz bezskutecznie. Kiedy więc w 1994 roku rozpoczęła się pierwsza wojna w Czeczenii, tylko zachód widział w tym wojnę o zniewolenie Czeczenów. W Armii rosyjskiej nie było Czeczenów, ludność słusznie postrzegała ją jako wrogą, a żołnierzy rosyjskich nie jako wyzwolicieli, a okupantów.

Na Ukrainie obecnie jest zupełnie inny układ. Konflikt jest w rzeczywistości ani polityczny ani narodowościowy. Konflikt ma podłoże światopoglądowe. Zderzyły się dwie mentalności – rewolucyjne prozachodnie ukraińskich nazistów i jeśli mogę tak to określić, konserwatystów prorosyjskich. Mentalność południowego wschodu Ukrainy w żadnym wypadku nie można nazwać prorosyjską. To mentalność postsowiecka.

W związku z tym przed juntą stoi całkowicie nierozwiązywalny problem: zastosować do tłumienia separatyzmu wojsko, MSW jest prawie niemożliwe, bo żołnierze w połowie przypadków są mieszkańcami tych terytoriów z tą mentalnością, która nie pasuje do nowego porządku ukraińskiej rzeczywistości. Dlatego armia i policja nie są gotowe do walki. Część wojska dobrowolnie przechodzi na drugą stronę, druga część walczy bez zaparcia nie mając żadnych bodźców moralnych. Faktycznie, armia „walczy” tylko w tym przypadku, jeżeli przeciwnik jest bardzo słaby lub przeciwko słabo zorganizowanym oddziałom separatystów, uzbrojonych głównie w broń strzelecką. Jak tylko separatyści dostaną poważniejszą broń, w tym np. RPG, armia Ukrainy po prostu przestanie istnieć nawet nie z powodu przegranych walk, tylko poprzez totalny sabotaż. Istnieje coś takiego jak siła moralna wojska, czyli wytrzymałość psychiczna na polu walki i akceptacja strat. W przypadku zbieraniny ugrupowania antyterrorystycznego wynosi ono zero. Dlatego żadnego postępu w antyterrorystycznej operacji Kijów nie osiągnął i osiągnąć nie może.

Tu warto zwrócić uwagę jeszcze na jedno. W każdej wojnie domowej zaangażowanie ludności cywilnej jest na bardzo niskim poziomie. W wojnie domowej w Rosji, ze wszystkich stron aktywnych uczestników było około 1,5 % ludności. Reszta stosowała metodę „to nie mój problem” i siedziała cicho. Wygra jedna strona – dobrze, wygra druga – też dobrze, byle by nas nikt nie ruszał. I gdyby Kijów celowo nie prowokował konfliktu z ludnością, to wszystkie, nawet najbardziej zaciekli separatyści nie odnieśli by sukcesu. Krym przecież zdołał w 1991 roku przeprowadzić i oddzielić się od Ukrainy w celu późniejszego przełączenia się do Rosji i co?… i nic. Ale kiedy przeciwko ludności cywilnej rzucone jest wojsko to  zdecydowanie zmienia stan rzeczy.

W Czeczenii, armia rosyjska i specnaz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych również faktycznie walczyły przeciwko ludności (choć nazwać tę ludność pokojowo nastawioną osoba inteligenta by nie mogła), ale ta ludność od początku była agresywnie nastawiona i zdecydowane działania tę wrogość zdołały obniżyć. W praktyce to była już trzecia wojna i doświadczenie dowódcom rosyjskim mówiło jedno: przemoc jest przekonującym argumentem dla górali. Co robić – mają taką mentalność.

Ale większość mieszkańców południowo-wschodnich prowincji Ukrainy jest biernie lojalna wobec junty. Zatem ani Zaporoże ani Odessa, Nikołajew czy Chersoń do niedawna nie próbowały się oderwać od kraju, ani nawet zadeklarować jakąś spójną pozycję polityczną. Nawet Charków zachowuje się bardzo niemrawo. Zaniepokojenie opinii publicznej dotyczy głównie sytuacji ekonomicznej i martwi ich tylko spadek poziomu życia.

Jednak junta podejmuje herkulesowe wysiłki, aby zrobić z tej ludności przeciwnika. Reżim w Kijowie celowo obrał kierunek na rozpętanie wojny domowej w interesie swoich władców, o czym napisałem w poprzednim poście. Ale czyniąc z 20 milionowej ludności wschodu wroga, czyni swoją wygraną w wojnie domowej z góry skazaną na porażkę.  Nie mam wątpliwości, że wkrótce wypłynie skandal związany z udziałem w wojskowych operacjach zagranicznych najemników (lub bardziej delikatnie – zagranicznych ekspertów wojskowych). W sensie moralnym to mocno osłabi pozycję junty.

Jeszcze raz podkreślę: Kijów, w którym panują amerykańskie marionetki celowo spełnia życzenia swoich panów i prowadzi Ukrainie zgodnie ze scenariuszem „Jugosławii”. W przeciwnym wypadku użycie wojska do stłumienia separatystów nie ma żadnego sensu. Jak w ogóle armia może walczyć z wrogo nastawioną ludnością? W Czeczenii, Rosjanie podczas drugiej kampanii zastosowali taki schemat: otaczali całą miejscowość, zostawiając tylko wąski korytarz dla ludności, sprawdzając ją oczywiście, po czym wszyscy pozostali byli uważani za terrorystów i podlegali zniszczeniu. Typowym przykładem takiego działania (w tym typowych błędów) była operacja we wsi Komsomolsk, gdzie zastosowano nawet wyrzutnię rakietową TOS-1 „Buratino„. Wynik bitwy: zniszczono i wzięto do niewoli do 1000 czeczeńskich bojowników, w tym członków gangu Seifuły, którzy starali się wesprzeć zabijanych kolegów z zewnątrz, straty sił federalnych – koło 50 zabitych.

Teraz zastanówmy się, czy wojska ukraińskie są w stanie przeprowadzić coś takiego nie w milionowym Doniecku, lecz przynajmniej w Słowiańsku, gdzie pomieszkuje ponad 100 tyś osób. Jest to dość oczywiste, że nikt ze Słowiańska nawet się nie ruszy, nawet jak wojsko zażąda opuszczenie miasta. Ale nawet, to gdzie ma się udać? W związku z powyższym, siły podległe juncie będą zmuszone do ataku na miasto z ludnością cywilną. Jak w warunkach bojowych odróżnić cywila od terrorysty? Nie da się. Dlatego atakujący będą strzelać we wszystko co się rusza.

Inaczej jako ludobójstwo tego nazwać nie można i tak to będzie odbierane. Powiedzmy, że uda się przejąć kontrolę nad miastem. Czy uda się całkowicie zniszczyć terrorystów? Oczywiście, że nie. Oni po prostu pójdą do domu lub opuszczą miasto wraz z uzbrojeniem. Wojsko opuści Słowiańsk, terroryści znów przejmą miasto. Czy wojsko może skonfiskować całe zapasy broni i aresztować wszystkich terrorystów? Nie. Wyobraź sobie, jak wiele czasu i wysiłku wymaga sprawdzenie całego miasta, liczącego 117 tysięcy mieszkańców (czyli około 50.000 mieszkań, setki budynków przemysłowych i biurowych!). Nikt też nie będzie trzymał broni w mieszkaniu lub w miejscu ogólnie dostępnym. Zakopać w ogrodzie lub w najbliższym wąwozie – spróbuj znaleźć. W regionie Doniecka nie ma ani gór, ani dużych lasów, ale działań „antyterrorystycznych” to wcale nie ułatwia, gdyż w rzeczywistości to ciąg dżungli z betonu, raj dla partyzantów.

Ok, załóżmy, że jakimś cudem udało się całkowicie wywalić separatystów słowiańskich z miasta. Oznacza to tylko jedno – przy kolejnej operacji antyterrorystycznej w Kramatorsku armia będzie miała mniejsze siły (część należy pozostawić w celu kontroli Słowiańska), a wróg będzie miał dodatkowe siły. Z operacyjnego punktu widzenia zadanie pacyfikacji separatystów jest nierozwiązywalne. I wyobraź sobie, że po atakach na ludność cywilną siły separatystów sięgną prawie 7 milionów osób!

Kolejny czynnik, który należy wziąć pod uwagę to fakt, że Rosja mogła dość spokojnie działać w Czeczenii mając zdecydowane poparcie swojej ludności cywilnej. Przez lata Dudajew, Achmadow i ich otoczenie mocno o to zadbali i nawet Inguszowie mieli tego już dość. Siły „antyterrorystyczne” Ukrainy na takie wsparcie liczyć nie mogą. Wydarzenia w Odessie mocno podkopały wsparcie dla „banderowców” z zachodu.

Ważnym czynnikiem w każdej wojnie, a w wojnie domowej tym bardziej, jest poparcie opinii publicznej działań władz. Podczas drugiej wojny w Czeczenii, rosyjski rząd cieszył się bezwarunkowym poparciem ludności. Jeśli armię wspiera 145 milionów, to utemperowanie nawet milionowej społeczności jest możliwe. Na Ukrainie jest odwrotna tendencja i poparcie dla separatystów z dnia na dzień rośnie. Jak można wygrać w tej sytuacji?

Jednak decydujący czynnik w ukraińskim kryzysie znajduje się poza granicami kraju. Ten czynnik to Rosja. Nie mówię o tym, że Rosja ma prawo lub powinna natychmiast rozpocząć interwencję, choć wszyscy zbombardowani propagandą zachodnich mediów tego oczekują po Rosji. Nie, inwazja jest wysoce niepożądana dla Rosji. Ale w każdym razie Rosja może wpływać na bieg wydarzeń, nawet bez ingerencji bezpośredniej, dyplomatyczne i gospodarcze naciski na coraz słabszą Ukrainę będą bardziej skuteczne niż kolumny czołgów. W końcu, kto zabroni Putinowi wesprzeć separatystów na  wzór jego działań w Syrii?

Junta nie jest w stanie kontrolować nieszczelnej granicy z Rosją, więc w każdej chwili setki lub tysiące „ochotników” z podejrzanie dobrym wyszkoleniem wojskowym i bronią mogą się pojawić na Ukrainie. Wlad Putin po prostu stwierdzi, że nie jest w stanie kontrolować pospolitego ruszenia, które tylko chce chronić Słowian od oprawców faszystowskich. Rosja granicy z Ukrainą nie zamyka, obywatele Rosji legalnie mogą przekraczać granicę i co robią w obcym kraju, nie jego zmartwienie. Jeśli władze Ukrainy nie życzą sobie obecności cudzoziemców na ich terytorium to niech zablokują granice i już. I nikt, nawet Obama, Kremlowi zrobić za to nic nie będzie mógł.

Tak więc w rzeczywistości Ukraina nie może liczyć na sukces operacji „antyterrorystycznej”.

Advertisements

4 thoughts on “Operacja antyterrorystyczna – Kto zamówił sobie Ukrainę? – część 4

  1. Świetnie mi się czyta Twoje artykuły. Jest tylko jeden problem — jeśli dalej będziesz popełniał tyle błędów językowych, to nie przekonasz wielu, bo będą Cię brać za rosyjskiego agenta, a nie na poważnie.

      1. Absolutnie Cię rozumiem. Pisałem to bardziej z myślą o mnie, bo po prostu mi wciąż zależy, żeby ludzie zaczęli choć trochę myśleć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s