Amoralizm biznesu

Czy nadciąga wojna czy też nie? To nie jest pytanie czy siły zła zwyciężą siły dobra. To nie jest w ogóle z bajki dobra i zła. To zimna kalkulacja biznesu i w świecie kapitalizmu jest jedną z opcji. Można się łudzić, a można…

…kalkulować. Wojna to metoda ożywienia gospodarki. Można oczywiście się łudzić, że Bóg nas ochroni, że naród nie pozwoli, ale naród nie ma żadnych mechanizmów wpływu na elitę. Elita zaś nie kieruje się według zasad Dekalogu. Jeżeli nie patrzeć na świat przez pryzmat swoich oczekiwań, lecz tak, jakim jest naprawę, to da się zrozumieć, że przyroda wojny wcale nie polega na  likwidacji zadłużonego dolara (rozumiem, że analfabeci tu mają na myśli dług publiczny USA?).

Sprawa dotyka obrotów i kapitalizmu. To, że USA „dorobiło” się na II Wojnie Światowej, podwoiło PKB, nie jest tajemnicą. Oczywiście można truć kategoriami typu Waszyngton zwariował lub, że Nato jest zagrożenie dla światowego pokoju. Ale gospodarka nie ma odczuć. Gospodarka odczuwa problemy kiedy rynek jest w równowadze (gdyż zysk, kiedy rynek jest w równowadze, wynosi dokładnie zero) lub (oraz) kiedy obrót spowalnia czyli kiedy ludzie przestają kupować…

Obserwując świat większość to czuje i rozumie, że dlatego drukarki są tak tanie, gdyż producenci zarabiają na sprzedaży materiałów eksploatacyjnych. Że żarówki kiedyś się nie paliły jak teraz, że kiedy wymiana komputerów stała się zbędna dla większości klientów, rynek zapodał komórki i już teraz modeł z 2013 roku jest po prostu be. Ale to wszystko jest przymuszeniem do większego obrotu środków.

Ale gdyby się zastanowić dlaczego ludzie przestają kupować? Najczęściej mówią, że spowodowano to jest niskimi dochodami. Ale to najprostszy problem. Podnieś dochody i wszystko wraca do normy! Oczywiście to wymaga profesjonalizmu w działaniu, gdyż podnosić dochód trzeba z dużym wyczuciem, aby zwiększona masa pieniężna miała „ujście” w postaci towarów i usług. Tu trzeba rozumieć, że dzisiejsze inwestycje w infrastrukturę i produkcje, które przewracają się w dochody budowlańców są równoznaczne emisji pieniądza. Dzieje się tak dlatego, że wypłacane budowlańcom pieniądze trafiają na rynek dziś, a produkty i usługi, które będziemy w stanie produkować i świadczyć dzięki inwestycją trafią na rynek kiedyś tam później. A wypłacane dziś pieniądze zostaną wydana na dostępne dziś towary i usługi. Niezbyt trafne inwestycje i zobaczymy puste półki (PRLowskie) w kapitalizmie raz dwa.

Lecz to jak napisałem, najprostszy problem. Istnieje również i bardziej poważna – nasycenie. Ludzie przestają zwiększać konsumpcje przy „zbliżeniu do komunizmu” – czyli kiedy potrzeby są  spełnione i występuje prawo malejącej użyteczności krańcowej, zgodnie z którym korzyść krańcowa każdej kolejnej konsumowanej jednostki dobra jest mniejsza od korzyści krańcowej poprzedniej jednostki dobra.

Mówiąc prościej cena pierwszego TV dla was jest jedna, ale ile chcesz zapłacić np. za 4 telewizor? Może wcale go nie chcesz. Piętnaste spodnie mogą też się nie przydać.

To jest problem nasycenia rynku. Nasycenia nie w sensie równoważenia podaży i popytu, a nasycenia absolutnego. Oczywiście są tacy, którzy zawsze kupią złoty iphone czy czwarty samochód, ale zdarza się tak, kiedy takich ludzi brakuje. I to jest kryzys nadprodukcji.

I dla rozwiązania tego problemu wojna jest czysto rynkowym rozwiązaniem.

Ona zastępuje szybko zużywające się produkty. Masz np. komputer i dobrze ci z tym, masz dotykowy smarphone i już nie potrzebujesz samsunga 5 czy iphona 6. I nie dążysz do zakupu nowego samochodu. Chcesz się uwolnić od kredytu lub spłaciłeś hipotekę? Zarabiać ciężej pracując nie chcesz? Czas wolny mówisz jest bezcenny? Z tym, że wtedy cierpi kapitał. Cierpi elita.

Więc zbombarduje ci dom, zniszczy komputer, smartphone wymienisz na kartofle. Chcesz czy nie chcesz, to nie demokracja. I znów będziesz budował dom, cieszył się ze znów kupionego malucha samochodu. I elita za pomocą twoich rąk to wyprodukuje, tobie sprzeda i weźmie tylko procent od kapitału. Masz kapitał? Nie masz? No to zabierze 100% zysku. Wojna elity nie dotknie, nie po to budowano podziemne bunkry na wypadek  wojny atomowej. No i zawsze wojna może jakimś cudem obejść np. taki neutralny kraj jak Szwajcaria, prawda?

To jest podstawowy cel wojny: zburzył – wybudował, zburzył – wybudował…

Dla kogo chaos, ból i ciężka praca, dla kogo czaszki inkrustowane diamentami, jachty i szampan ceną rocznej pensji. Bo naród myśli, że każdy się rodzi równy przed Bogiem.

Tak więc ma racje Paul Krugman, wojna to czysty biznes, tym bardziej, że opłaca wojnę równy wobec Boga.

Advertisements

One thought on “Amoralizm biznesu

  1. Handel wojną i pokojem opisał polski badacz Feliks Koneczny w książce CYWILIZACJA ŻYDOWSKA.Językiem matematyki potwierdził to Chińczyk Song Hongbing w WOJNA O PIENIĄDZ.Przedstawił to w historii bankowości od czasów napoleońskich na przykładzie sagi rodu Mayer-Rothschild.
    PRZED EKONOMIĄ BYŁA ETYKA,a walka faszyzmu z komunizmem to klasyka walki zła ze złem.Historia lubi się powtarzać jeżeli chodzi o walczące strony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s