Górnik chce Cię okraść lub jak naród gra „we wspólne dobro”

 

Są rzeczy, które zwykły „górnik” nigdy nie rozumiał i chyba już nigdy nie zrozumie (w przeciwnym bądź razie nie byłby zwykłym robotnikiem).
Żądanie nie zamykania kopalń górników oznacza w praktyce żadanie dofinansowania z pieniędzy publicznych. A tu mamy do wyboru dwie drogi – albo „okrojenie” wydatków na inne cele, albo zwiększenie budżetu poprzez większe podatków bądź pozyskanie kredytu, który trzeba obsługiwać.

Tak prosty wywód powinien wywołać w inncyh grupach społecznych popłoch i nie zrozumienie. Ale niestety „PRLowskie” podejście nauczyło nas, że ten kto ciężko pracuje powinien dostawać „ciężkie” pieniądze. To akurat nie prawda, bo ilość potu nie przekłada się w wartość rynkową. I rynek zapłaci za towar tyle, ile jest ten towar wart na rynku. A więc i praca jest warta tyle, ile efekt tej pracy, bez róźnicy czy górnik pracuje ciężko czy nie.

Ale w nas jeszcze żyje przekonanie, że strajkujący sprzed lat walczyli o wspólne dobro. Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80” dopiera prostet. Cóź.

Przypomnijmy sobie co sobie żądał „strajkowicz” w 1980 roku:

psotulaty_1980
Kliknij, aby zobaczyć całość

 

Piękne nieprawdaż? 35 lat i wciąż chcemy podwyżek płać. Ale czyż nie jest to oczywiste, że oznacza to w praktyce ogólny wzrost cen – jeżeli podwyższyć wypłaty wszystkim na raz, – lub żądanie odebrania części dochodów jednej części społeczeństwa?

Związkowcy, protestujący przeciwko rządowym planom likwidacji czterech kopalń Kompanii Węglowej (KW), zablokowali tory w Katowicach. Na torowisko obok siedziby śląsko-dąbrowskiej Solidarności weszło ponad 50 osób.  – wiadomosci.wp.pl

Aby to zrozumieć, nie trzeba wcale 5 letnich studiów ekonomicznych. Załóżmy, że w przeciągu roku całe społeczeństwo wyprodukowało 1 000 jednostek dobra (w postaci produktów i usług) oraz że na kontach tegoż społeczeństwa jest 1 000 jednostek pieniądza. Podzielmy na trzy grupy społeczne, A, B oraz C.  Z tego tysiąca grupa A ma 500 jednostek pieniądza, B – 300, C – 200. Czyli jednostka dobra kosztuje 1 jednostkę pieniądza, policzmy to w złotych.

Dobra, dostępne dla każdej grupy są proporcjonalne dochodom: czyli grupa A kupie 500 jednostek dobra, B – 300 jednostek, C – 200.

Powiedzmy, że rząd uległ żądaniom robotników i następnego miesiąca podniósł wszystkim pensje i emerytury. Co uzyskamy? W obiegu znajdzie się już 2 000 zł zamiast 1 000 zł. Ale przemysł jak i handel nie są w stanie z dnia na dzień dostarczyć większej ilości produktów na rynek – dla tego trzeba czasu.

Swoją drogą, należy zwrócić uwagę na to, że w PRLu w ten sam sposób, sztucznie wpompowano na rynek zbędną gotówkę i ludzie wyczyścili półki – do dziś PRL się kojarzy z kolejkami i pustymi półkami, a to efekt podwyżki płac bez pokrycia w produkcji.

Otóż dóbr na rynku będzie nadał 1 000 jednostek i niewidzialna ręka rynku spowoduje, że jednostka dobra będzie kosztowała już 2 zł, a nie 1. A skoro ilość dóbr jest proporcjonalne dochodowi określonej grupy społecznej, to grupa A kupi nadał 500 jednostek dóbr, płacąc już nie 500 zł, a 1 000zł. Grupa B kupi 300 jednostek płacąc 600 zł, grupa C 200 płacąc 400 zamiast 200.

Czyli podwyżka płac i emerytur wszystkim na raz niczego nie zmienia. A podwyżka płac jednej grupie po prostu spowoduje polepszenie jej statusu kosztem innej grupy.

Powiedzmy, że rząd uległ tylko górnikom w 1980 roku i podwyższył płace grupie B. Od teraz ta grupa dostaje 600 zł. Grupy A i C nadał dostają odpowiednio 500 i 200 zł.

Razem na rynku mamy więc 1 300 zł. To spowoduje inflacje (30%) i jednostka dobra będzie kosztowała 1,3 zł. Policzmy ile każda z grup będzie w stanie nabyć dóbr.

Grupa A zamiast 500 jednostek uzyska tylko ~384. Czyli rzeczywisty poziom życia spadnie o 23% ((500-384)/500).

Grupa B kupi 462 zamiast 300 jednostek dobra. Lecz rzeczywisty poziom życia nie podwyższy się dwukrotnie, a tylko mniej więcej półtorakrotnie.

Ale grupa C dozna szoku. Będzie w stanie nabyć tylko 154 jednostki zamiast 200. Rzeczywisty poziom życia będzie wynosił 77% tego, co było przed podwyżką płac grupie B!

gornik_pracuje

Kiedy stoczniowcy żądali podwyższenia płac dla siebie o 2 tyś zł, oni żądali w praktyce obniżenia poziomu życia nauczycieli, lekarzy, emerytów. 

Kiedy dziś górnik żąda dofinansowania do kopalni, żąda obniżenia poziomu życia emerytów i rencistów.

Zawsze podwyższenie dochodów jednej grupy odbija się najbardziej na najniższej, najmniej zarabiającej grupie i jeżeli ta grupa „żyje od wypłaty do wypłaty”, to automatycznie wyląduje poniżej progu reprodukcji. Tak, grupa A też ucierpi, ale co innego kupić Audi A4 zamiast A6, a co innego kupić o 30% mniej chleba.

Powyższe co prawda niektórzy rozumieją, ale nawet wśród takich znajduje się spora część, która nie chce lub po prostu nie jest w stanie zrozumieć jeszcze jednej zasady rynkowej – „elitarna konsumpcja” ma nieco inną naturę – antyinflacyjną.

Wystarczy prosta obserwacja, aby zrozumieć, że elitarna grupa A po prostu nie kupuje produktów i usług, przeznaczonych na rynek „zwykłego Kowalskiego”. A to oznacza, że oni (np. prezesi 80 tyś na miesiąc i wzwyż) nie konkurują z Kowalskim na tym samym segmencie rynku, na którym kupują kowalscy.

I aby zrozumieć zachowanie rynku, należy poprzedni przykład „udoskonalić” – mianowicie podzielić dobra na dwie kategorie (a w rzeczywistości tych podziałów jest znacznie więcej): dobra K, dla średnio statystycznego Kowalskiego, oraz dobra E dla elit. Należy też podzielić dochody niekonkurujących grup społecznych na dochody K – kowalskich oraz dochody E – elit.

I wtedy zrozumiemy, że jakakolwiek udana próba skierowania dochodów elit na rynek kowalskiego oznacza po prostu zwykły dodruk pieniądza, a więc działanie równoważne emisji!

A emisja jak pokazałem wcześniej wywoła tylko inflacje na rynku Kowalskich i niczego więcej. A zakup jacht, klubów piłkarskich, helikopterów nie wywołuje podwyżki cen zwykłych towarów na rynku Kowalskich.

Jeżeli podstawową jednostką Kowalskiego jest 1 złoty, to podstawową jednostką elity jest 1 000 zł.

Jeżeli Kowalski kupi zegarek za 100 zł, to „elita” za  100 000 zł . Te rynki po prostu się nie stykają. nikt nie kupi towaru nie ze swojej półki.

Nadzieja, że podwyżka płac wszystkim górnikom COŚ zmieni jest po prostu głupotą (jak i próba opodatkowania bogatszych „większym” podatkiem, aby nam się lepiej żyło).

Po prostu jeżeli zabrać i rozdać pieniądze elity wszystkim potrzebującym to uzyskamy finansową katastrofę, w wyniku której po dupie dostanie najsłabsza część społeczeństwa- robotnik i emeryt.

Ale nie to jest najokrutniejsze w wykorzystywaniu „bateryjek”. Polskie społeczeństwo nadał nie zdaje sobie sprawy dlaczego rozwinięty zachód żyje lepiej. Dlaczego niemieć pracując mniej, dostaje więcej. Dlaczego poziom życia w Szwajcarii jest większy niż w Polsce.

Nie znając odpowiedzi „przeciętny Kowalski” zamiast się dowiedzieć idzie na skróty i woli wierzyć, że przez demokracje bezpośrednią.

Otóż, gdyby TAM nie było lepiej jak na wystawie, gdyby CELEBRYCI nie pokazywali co można mieć i jakie to jest fajne, TY, stanowiący 80% społeczeństwa nie dążył byś do niewolnictwa sam.

Kredyt Przez Internet‎, Kredyt bez zbędnych dokumentów. Bez zaświadczeń z ZUS. Decyzja w 5 min! Brzmi znajomo?

Społeczeństwo konsumenckie to społeczeństwo zniewolone. Wszędzie poziom Kowalskiego to poziom praktycznie ubóstwa. Ale zawsze jest „pomocna ręka” – kredyt konsumencki.

Wiem, niektórzy rozumieją, że kredyt to zło. Ale źle rozumieją. Bo kredyt to wilk i owca w jednym. Co innego kredyt inwestycyjny, a co innego kredyt konsumencki.

PRL to kredyt inwestycyjny. III RP to kredyt konsumencki.

Ludzki nie rozumieją, że dofinansowanie UE na infrastrukturę to de facto powolna okupacja skuteczniejsza niż ta, niby wykonana butem ruska. 

Pieniądz trafia do kieszeni budowlańca i ląduje od razu w towarze bądź usłudze, a skoro nie ma polskiego przemysłu, zyski trafiają do zachodniego kapitału (nawet jeżeli towar pochodzi z Chin). Tobie pozostaje droga, (którą zjeść nie można, wypiec chleba też) oraz dług

Sporo jest napisane o długu publicznym Polski. Ale nikt nie płacze nad tym, że zadłużenie Polaków rośnie jak na drożdżach. Każdy, kto wziąć kredyt konsumencki (w tym hipoteczny) „obniżył” poziom życia Kowalskich.

Przy czym nie tylko tych, którzy takie kredyty mają, ale też tych, którzy kredytów nie mają, ale „pastwią” się na tym samym rynku dla kowalskich.

 

 

Reklamy

10 thoughts on “Górnik chce Cię okraść lub jak naród gra „we wspólne dobro”

    1. Miejmy nadzieję, że w krótkiej perspektywie zrozumiesz, że twój krzyk równoważny jest „podnieceniu” widza w teatrze.
      Nie tu odbywa się Realpolitik, więc zamiana „Pazury” na „Narodowca” nie zmieni kierunku jazdy.

  1. Rozumie to raczej mniej, niż więcej. Jeśli Kowalski z grypy C zarobi więcej, to przecież ceny chleba, od razu nie pójdą w góre, chociażby ze względu na konkurencje między piekarniami. A ceny pasztetowej nawet mogą spaść, bo zacznie kupować kiełbase.

    1. Kowalski „pogody” nie zrobi, mówimy tu o dużej grupie – czyli całej C.
      Jeżeli założymy, że obecnie grupa C „niedojada” wyrobów piekarni i zwiększenie dochodu spowoduje zwiększenie konsumcji piekarni, czyli zwiększenie popytu, to rynek zareaguje podobnie jak do zmniejszenia podaży – wzrostem cen. Taka sytuacja miała miejsce podczas powodzi we Wrocławiu w 1997. Cena bochenka chleba z 2zł skoczyła do 10zł.

      Czyli kiedy grupa C uda się do piekarni i kupi więcej niż wczoraj, to dziś chleb się skończy nie o 20 pod wieczór, tylko o 17, bo piekarnia wypiekła w oparciu o „wczorajszy” popyt.

      Jutro spodziewając się większego popytu kupi więcej mąki, co ostatecznie spowoduje większy popyt na mąkę i oczywistym jest, że jest to towar ograniczony – ceny pójdą w górę, co spowoduje i zwiększenie cen chleba.

      Piekarnia o tyle jest złym przykładem, o ile niekoniecznie zwiększenie dochodów grupy C spowoduje zwiększenie konsumpcji wyrobów piekarni.

      Trzeba też pamiętać o dynamice rynku, to nie rower, nie skręci od razu.

  2. Ale czy to nie pieniądz pochodzący z pracy napędza rynek, tworzy „bogactwo”? Jak zarobię więcej, to oprócz chleba kupie pączek do kawy. Piekarz zatrudni cukiernika, a ten mając prace kupi ser który z kolei ja produkuje. Rolnik mając zbyt na mleko kupi…itd.
    A tak zarabiając grosze, nie dam nikomu zarobić.

    1. Nie. Nie obserwujesz uważnie gospodarki.

      Tuż przed denominacją złotego w 1995 każdy był milionerem i mógł potrzymać 2 000 000 zł, ale bogatsi od tego nie staliśmy, nieprawdaż?

      W wyniku twojej pracy powstaje jakiś towar bądź usługa. Ty jesteś zainteresowany w wymianie na inne towary bądź usługi.

      Odstawmy więc na chwilę pieniądz na bok. Uprośćmy gospodarkę do dwóch podmiotów, ciebie, powiedzmy murarza i piekarza.

      Ty w ciągu miesiąca powiedzmy wymurujesz 14 metrów ściany, a piekarz 14 sztuk, powiedzmy bochenków chleba. Twoim celem jest wymiana wyników twojej pracy na wyniki pracy piekarza. Powiedzmy, że połowę tego sam zużywasz budując swój dom, połowę jesteś w stanie oddać. Tak samo piekarz. Ty potrzebujesz do przetrwania 7 bochenków, ale idealnie mieć 8-9.
      W wyniku zgody wymeinirz wyniki swojej pracy na wyniki pracy piekarza i za wybudowanie 7 metrów ściany otrzymasz 7 bochenków
      Cena więc 1 bochenka to 1 metr ściany, a cena 1 metra ściany 1 bochenek.
      Powoli zacznij dodawać sąsiadów, inne towaty i zoabczysz, że wyliczyć cenę wszystkich pozostałych towarów w ilości metrów będzie co najmniej nie wygodne.
      Pieniądz – to tylko towar uznany w wyniku ogólnej zgody jako środek wymiany gospodarczej – potrzebujesz go tylko jako łatwego miernika wyników twojej pracy i ułatwia on ci np. nabycie jajek od gosposi kiedy ona np. wcale nie potrzebuje twojej pracy, czyli murów (bo ma np. już dom)
      Więc Twój dobrobyt, twoje „bogactwo” zależy do tego jak dużo jesteś w stanie wyprodukować towarów bądź usług społecznie potrzebnych.
      Jak na rynku jest wielu chętnych mieć dom, a ty jesteś w stanie w ciągu miesiąca wybudować nie 14 metrów, a 28, to zarobisz więcej niż piekarz – będziesz bogatszy od piekarza, bo twoja praca jest bardziej wydajna.

      Wróćmy jeszcze raz do przykładu piekarza i murarza. Otóź jeżeli znów uprościmy, to pieniądz dalej może funkcjonować i jeżeli w sumie w waszych kieszeniach będzie po 14 złotych, to w wyniku wymiany gospodarczej i tak przekarzesz 14 metrów ściany na 14 bochenków, mimo, że wystąpi pośrednik w postaci pieniądza. Jeżeli nagle i Tobie i piekarzowi dodać tyle samo pieniędzy, to żaden z was nie stanie się bogatszy – dalej będziesz w stanie wymienić tylko 14 metrów, a piekarz dać ci 14 bochenków chleba.

      Ilość pieniędzy więc powinna być taka, aby umożliwić bezproblemową wymianę gospodarczą.

  3. W ten sposób na to nie patyrzyłem… Ostatnio staniało paliwo, czyli Kowalski ma pare groszy więcej, niewiele, ale jednak w skali kraju sa to jakies pieniądze. Tym bardziej, że i firmy mają tańszy transport. Czy to podziała na gospodarke???

    1. Tańsze paliwo tak, zmniejsza koszty, ale zyskują różni uczestnicy różnie.
      Problem z gospodarką (rozumiem, że mówimy o Polskiej) jest taki, że jest częścią całości i w dwóch sytuacjach – polepszyć stan w Polsce i pogorszyć na świecie lub pogorszyć w Polsce wygrywając na świecie elita wybiera stabilność światową.
      Krótko mówiąc jeżeli stan Kowalskiego będzie się poprawiał, zmniejszy się zysk właścicieli środków produkcji i:
      – ucieknie z kraju powodując zwiększenie bezrobocia;
      – zwiększy podatki ograniczając dochody Kowalskiego i rzuci te pieniądze na np. spłatę zadłużenia lub infrastrukturę, na której zarobi ten sam właściciel środków produkcji;

      Co wyrówna znów poziom Kowalskiego. Żelazna regułą, od której nie ma ucieczki w kapitaliźmie, jest to, że koszt pracownika (Kowalskiego) jest równy kosztom reprodukcji, czytaj „żyj od wypłaty do wypłaty”.

      My wciąż patrzymy na Polskę jak na zbiornik zamknięty – Kowalski nie konkuruje z Nowackim, a nawet już nie z Novákiem. Kowalski staje sam na sam z Mao, Li, Jiang, Hu, Di itd.

      Szwajcar nie wygrywa z Polakiem, dlatego, że jest sprytniejszy lub ma demokracje bezpośrednią. Szwajdar wygrywa, bo tuż obok niego mieszka od czasu do czasu właściciel Banku Rozrachunków Międzynarodowych, a ten nie lubi kiedy obsługa w kuchni się denerwuje i marnie wygląda.

      Problem Kowalskiego polega na tym, że obok niego nie mieszka nikt zacny.

  4. Tak się kiedyś zastanawiałem, czy mamy lepiej niż robotnicy 19wieczni, czy chłopi pańszczyzniani. Lepiej jemy, lepiej mieszkamy, ale jesteśmy nadal przywiązami do ziemi, albo fabryki. No bo jak nie opłaty, jedzenie, to znowu kredyt, albo studia dziecka. I robić trzeba, i mamy z tego okruchy, a elita spija smitanke.

    1. Jakościowo lepiej, w końcu postęp nikt nie zatrzymał jeszcze.

      Tym nie mniej zmienia się, w sensie doskonalenia się, tylko sposób eksploatacji i okradania. Nic na tej ziemi nie powstaje bez udziału siły ludzkiej, czy to fizycznej czy umysłowej – kapitalizm to tylko bardziej doskonała metoda zabierania wyników pracy mniej potężnym.

      Istnieje na razie jeden mechanizm blokowania tej kradzieży, ale niestety świat nie zna metod ograniczania elity, więc w końcu środki produkcji wędrują w ręcę nielicznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s