Ukraina, słów kilka…

Ludzie nie rozumieją, że cele strategiczne osiąga się kosztem.  Ten koszt jeżeli jest większy niż zysk blokuje możliwość wykorzystania rozwiązania z prostej przyczyny – ponosi się w efekcie stratę, która może osłabić pozycję względem oponenta. Ukraina dla cywilizacji zachodniej to część wału obronnego, aby zamknąć możliwości Rosji i strategicznie zablokować Chiny w tym regionie (które są i będą wykorzystywali Rosję jako zbrojne ramię). Dla Rosji to samoobrona. Więc istnieje jedno i tylko jedno rozwiązanie tego konfliktu – osiągnięcie celu strategicznego przez najpotężniejszą stronę

Problem Ukrainy nie rozpoczął się po wirtualnej inwazji Putina czy po Euromajdanie i należy patrzeć na to w dłuższej perspektywie czasowej. Celem taktycznym Zachodu było wciągnięcie Rosji w zbrojny konflikt na terenie „cudzym”, aby wystawić ją jako agresora i tym samym uzasadnić wyprawę do Moskwy lub taktyczne uderzenia w celu powstrzymania agresora. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że początkowe finansowanie separatystów pochodziło z zachodu – w ten sposób wykorzystując napęd nacjonalistyczny stworzyło się takie same warunki, jakie stworzono przed Hitlerem – sytuacje bez wyjścia i konieczność wsparcia rodaków. Palenie i mordowanie w Odessie stworzyło poczucie w narodzie konieczności niesienia pomocy przez Rosję na Ukrainie i stwarza grunt do nacisków na władze, aby mocniej zaangażowała się w konflikt.  Spełniając stadne myślenie ogółu staje się „agresorem”, a tłumiąc staje się „mięczakiem”, który uległ. Te dwa scenariusze są dla Zachodu do zaakceptowania, bo każdy daje możliwość osłabienia Rosji.

Oceniając poczynania stron można wnioskować, że Rosji udało się, przynajmniej w części, przejąć taktyczne zarządzanie wśród nacjonalistycznie nastawionych separatystów i pomysły oddzielenia i legalizowania się władzy w republikach były blokowane. Rosji zależy na tym, aby Donbas się nie wydzielał.

Prośby Putina o nieprowadzeniu wyborów w republikach należy traktować nie jako zagranie taktyczne przykrywające agresje, tylko dosłownie – wrzut na dupie w postaci nacjonalistycznych separatystów nie daje nic strategicznie, a stwarza realne zagrożenie braku lepszych alternatyw i przegrania strategicznie partii, jeżeli rosyjskie społeczeństwo oceni Donbas jako atak na cywilów i elita rosyjska w celu uspokojenia sytuacji w kraju będzie musiała faktycznie wystąpić zbrojnie – a wtedy zachód uzyska to, po co to zorganizował – etykietę „agresor”, która da jak i w przypadku Afganistanu czy Iraku możliwość użycia dosłownie wszystkich możliwości włączając uderzenia atomowe.  Tak przegrali Japończycy, których postawiono w sytuacji bez wyjścia i w efekcie obronny ruch w Pearl Harbor skończył się „atakiem na Pearl Harbor” i przyciśnięty do muru został mianowany agresorem. Tak przegrał Hitler próbując zabezpieczyć lewą flankę poprzez podniszczenia mocy zbrojnej II RP, a następnie w ten sam sposób zabezpieczania się od potencjalnego zagrożenia ze strony ZSSR podczas swojej wyprawy zbrojnej w kierunku Indii.

Rosja widać nie dała się sprowokować i jednocześnie przejęła na jakimś poziomie sterowanie nad separatystami, co wymusza zachód do montowania na szybko przynajmniej pozoru inwazji – oficjalny Kijów na szybko zakazuje podważania „inwazji rosyjskiej”, a media zachodnie pompują setki milionów, aby przynajmniej w części argumentować wsparcie w wojnie na Ukrainie.

Staję się oczywistym, że się nie udało doprowadzić do faktycznej inwazji Rosji – wykorzystywanie prywatnych firm wojskowych załatwia z jednej strony „nieobecność”, a z drugiej realny wpływ na sytuacje i nie ma konieczności użycia sił zbrojnych w pełni. Staję się też oczywistym, że zachód korzysta z możliwości Polski do wsparcia i w najbliższej przyszłości „nasz” udział będzie się zwiększał.

Jak rozegra się partia w przyszłości – zobaczymy. Na chwilę obecną zalecenia co do taktycznego zawieszenia broni podpisują były prezydent Ukrainy oraz ambasador Rosji na Ukrainie. Nie ma tam śladu „europy”.

Taktycznym sukcesem zachodu na pewno jest „wmontowanie” Rosji w rolę gwaranta porozumienia i jakiekolwiek naruszenia przez dowolną ze stron daje możliwość oskarżania Rosji o niedotrzymanie porozumień, a z kolei Rosja nie ma takiej możliwości – były prezydent Ukrainy może co najwyżej przypomnieć, że jest byłym, a Poroszenko  w ogóle żadnych zobowiązań nie czynił. Drugim taktycznym sukcesem zachodu jest blokowanie rozmów Poroszenko – Separatyści.

Krótkowzroczne myślenie fanatyków wersji „agresji Putina i wspierania planu budowania „Noworosji” pomijają fakt, że Donbas nic nie daje Rosji – Rosja potrzebuje całej Ukrainy, a dziś ją na to nie stać. Natomiast „niezależny” Donbas daje sporo stronie przeciwnej – pompowanie w nacjonalizm rosyjski daje bazę, z której można już „demontować” Rosję na państewka skłócone ze sobą na wieki. „Rosjanie, łączcie się” oznacza dla Rosji powolny upadek, a nie odbudowę potęgi ZSSR.

Lecz sukcesy taktyczne nie dają zachodowi tego, po co przyszedł – nie da się uzasadnić dziś potężniejszej wojenki, a do tego Ukraińcy nie palą się do wojska.

 

Advertisements

2 thoughts on “Ukraina, słów kilka…

  1. Warto sięgnąć do „FENOMEN ŻYDOWSKI?”,książki napisanej przez Kevina MacDonalda.Pokazuje od kuchni jak zostali opanowani neokonserwatyści,protestanci przez zydowskie ruchy umusłowe i polityczne.
    Za realizację ŻYDOWSKIEJ EWOLUCYJNIE UKSZTAŁTOWANEJ STRATEGII GRUPOWEJ płacą koalicjanci broniący dolara w WOJNIE O PIENIĄDZ.
    W realizacji tej strategii widoczna jest kontynuacja problemu ANTYPOLONIZMU.Nie uwzględnia się jego w oficjalnej polskiej polityce historycznej,ale jak to jest w programach kandydatów na stanowisko prezydenta RP?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s